Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 grudnia 2022

O książkach ucieczkach i książkach plasterkach.

 Wywiad przeprowadzony przez Dorotę  Pietrzyk dla magazynu PRESTO, w którym snuję opowieści o czasach w których byłam roześmianą blondynką*, ponurą nastolatką i pilną studentką. >>>Klik

a jakże- ta z lewej!

niedziela, 31 stycznia 2021

Kolory polskie i zagraniczne

Z redaktorką i współzałożycielką półrocznika naukowego Wydziału Polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim „Czy/tam/czy/tu. Literatura dziecięca i jej konteksty” Martą Kotkowską rozmawiałyśmy kiedyś o kolorach. ............................................................................................... Tu fragmencik: :::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::: MK -To, co mnie chyba najbardziej fascynuje w pani pracach i co też podkreślają inni, to kolor. Jak z nim jest? Jak wspomina pani „swoje początki” z kolorem? Jakie były początki zamiłowania, przygody z kolorem? ::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::: EW W buroszarym, PRLowskim dzieciństwie dzieliłam kolory na polskie i zagraniczne. Głód czystych, dźwięcznych tonów jest zrozumiały dla wszystkich, którzy zetknęli się ze zjawiskiem ówczesnej poligrafii, uroków wielkopłytowej architektury, opakowań zastępczych i plastikowych ohydek ze sklepu z zabawkami. Koleżeństwo kolekcjonowało lśniące i kolorowe opakowania po zagranicznych produktach. Były cepeliowskie słomiane maty z przyszpilonymi pustymi pudełkami po pewexowskich cudach, na paździerzowych meblościankach pyszniły się ekspozycje puszek po dezodorantach czy zagranicznych napojach. Kolekcje podziwiane były z szacunkiem i zadumą, niczym odpryski meteorytów z innych światów. I ja nie byłam wolna od nałogu, zbierałam namiętnie na przykościelnym żwirowym placu okruchy witrażowych szkiełek. Można było zobaczyć przez nie zaczarowany świat – płomiennie czerwony, radośnie żółty albo tajemniczo ultramarynowy. Pół dzieciństwa spędziłam, przytykając do oka kalejdoskop.
cały tekst >>>TU >>>>a tuuuu do 3 lutego 2021 można licytować na rzecz WOŚP mój oryginany obrazek.

sobota, 14 listopada 2020

Urodziny Pana Kuleczki

Na Festiwalu Literatury dla dzieci w Krakowie świętujemy 18 urodziny Pana Kuleczki. Dziś >>>w sobotę 14 listopada o 12:00 będzie spotkanie on line ze mną i Wojciechem Widłakiem- zapraszamy, będzie można zadawać pytania. Na przykład takie- skąd się biorą pomysły :o)))
To efekt pracy dzieci z wrocławskiej Famy inspirowany warsztatami >>> Kasi Bury z Tekturowa Jeśli jeszcze nie widzieliście>>>>>>>>>>>>>>>>>> filmu jak zrobić lalki teatralne, to koniecznie, koniecznie, zobaczycie- zaraz zaczną was świerzbić ręce żeby spróbować. A w krakowskim Parku Jordana można spotkać się z Panem Kuleczką i jego ferajną, dzięki kodom QR można wysłuchać opowiadań Wojciecha Widłaka w znakomitym wykonaniu Krzysztofa Globisza i Piotra Fronczewskiego.
Do zobaczenia!

niedziela, 15 września 2019

O rzemiośle ilustratora

Rozmowa z Joanną Zawieruchą Gomułką dla portalu RZECZY PIĘKNE 
 o hipnotyzującym działaniu białej pustej kartki
 o tym jak zdobyłam pierwsze zlecenie
 o ukochanych Mistrzach
 o tym co różni ilustracje malowane ręcznie od komputerowych
 i o nie rozrzuconych kredkach na szczycie Machu Picchu
fot. Bartosz Cygan dla RZECZY PIĘKNE


>>>wywiad

a tu
fotoreportaż

poniedziałek, 10 grudnia 2018

ILUSTRATOR- NAJMILSZY ZAWÓD POD SŁOŃCEM

Wywiad, który ukazał się  w kwartalniku "Asystent" -piśmie Centrali Szkół dokształcających w Ameryce.


 
ilustracja do książki "Chichotnik " Wydawnictwa Literackiego

 

Dlaczego wybrałaś zawód ilustratora?

O! To najmilszy zawód pod słońcem. Siada się nad białą kartką papieru, bierze pędzel farby i już można stwarzać całe światy wedle własnych reguł i gustu. Można budować miasta , zadrzewiać pejzaże, meblować pokoje, wymyślać postaci- ich wygląd, charakter, mimikę, detale ubioru  i rekwizyty.

Poza tym - sam jako pedagog i teoretyk wiesz- dzieci to najlepsi odbiorcy na świecie, wrażliwi, otwarci, z apetytem na zabawę, ciekawscy , z rozhulaną wyobraźnią, z taką ufnością, wiarą że wszystko jest możliwe.

 

Nie kusi Cię, żeby zilustrować książkę dla dorosłych?

Wiesz, to trochę tak, jakby pytać pediatry, czy wreszcie zacznie kiedyś leczyć dorosłych...

 

No ale wiem z lektury komentarzy, że blog który prowadzisz, ma całkiem dorosłych fanów.

Blog stwarza okazję do udokumentowania pracy i opatrzenia jej odautorskim komentarzem,

daje możliwość kontaktu z odbiorcami znacznie większą niż statyczna strona internetowa. Dzięki czytelnikom, a właściwie czytelniczkom, bo znakomita większość stanowią kobiety to sympatyczny i wesoły zakątek w necie.

Zapraszam na wasiuczynska.blogspot

 

 

Zawsze chciałaś ilustrować książki dla dzieci?

 Wiedziałam, że będę ilustrować książki, zanim tak naprawdę nauczyłam się je czytać. Od piątego roku życia chodziłam na zajęcia do Ogniska Plastycznego. Rysowałam zawsze i wszędzie, pokryłam swoimi bazgrołami całe hektary papieru.

Po dyplomie z malarstwa na krakowskiej ASP zapakowałam do teczki swoje najlepsze prace, które zrobiłam na zajęciach z książki i typografii i pojechałam do Warszawy, gdzie było najwięcej wydawnictw. Umówiłam się w jednej redakcji, drugiej, piątej. Wreszcie dostałam coś na próbę, ilustracje poszły do druku. To była książeczka harmonijka z głosami zwierząt namalowana dla miesięcznika "Dziecko". Jak się ukazała, miałam ochotę tańczyć na ulicy i wycałować kioskarza. Zamiast tego wzięłam się za następne zlecenie no i zilustrowałam już kilkadziesiąt książek.

 

Do jakich tekstów lubisz robić ilustracje?

Tekst musi uruchamiać wyobraźnię. Zniechęca mnie przewidywalność, naśladownictwo, zbyt nachalna misja pedagogiczna, przesłodzenie, marna polszczyzna. Ostatnio wielką przyjemność sprawiło mi ilustrowanie tomu wierszy "Chichotnik" dla Wydawnictwa Literackiego. Polscy autorzy od hrabiego Fredry po współczesnych mistrzów klawiatury. Wspólnym mianownikiem tych tekstów jest humor. Znalazły się w nim też króciutkie dowcipne wiersze Jana Brzechwy, Ludwika Jerzego Kerna, Wandy Chotomskiej. Uwielbiam!

 

 

Masz na swoim koncie kilka ważnych nagród, które są dla Ciebie najcenniejsze?

Najbardziej prestiżowe to oczywiście te międzynarodowe, tytuł KSIĄŻKA ROKU przyznany przez polską sekcję IBBY, wyróżnienia w konkursie Świat Przyjazny Dziecku.

Ale najmilsze są nagrody publiczności, uznanie jury dziecięcego, listy, laurki od małych czytelników, jakieś cudowne gomółki z plasteliny z brokatem i koralikami.

Sympatia czytelników to miód na serce, istotna część mojego honorarium.

 

Lubisz twórczość dzieci?

Bardzo. To sama esencja - sztuka bez sztuczności, sam spontan i radość. Dzieci w sposób przyrodzony,

naturalny, mają to co najcenniejsze - wewnętrzny przymus tworzenia. Trzeba chuchać i dmuchać żeby ta iskra z czasem nie zgasła.

Dzieci bardzo dużo czują, choć nie potrafią wyrazić tego słowami. Obraz jest najbardziej naturalnym, uniwersalnym rodzajem komunikacji. 

 

 

Jak spotykasz się z czytelnikami?

Zwykle na Targach Książki, które odbywają się cyklicznie w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, ale prowadzę też warsztaty plastyczne. Zwykle towarzyszą wystawie moich prac, albo związane są z wydaniem nowej książki. To okazja żeby pohulać z bandą kurdupli na większym formacie, użyć nietypowej techniki, poeksperymentować, powywijać plastycznie koziołki, na co nie ma za bardzo sposobności w szkole.

Czasem przed zabawami plastycznymi robię pokaz swoich ilustracji. Mogę zobaczyć, usłyszeć co cherubiny naprawdę śmieszy, co je intryguje, co im się podoba, a co nudzi.

 

 

No dobrze, a co takie zabawy plastyczne dają dzieciom?

Rozwijanie wyobraźni, intuicji, podsycanie naturalnej kreatywności dzieci, samodzielności myślenia, najzwyczajniej w świecie stymuluje ich rozwój. Neurolodzy mówią o wciąż niedocenianej roli zajęć manualnych na rozwój mózgu. O zaniedbywanym w dobie elektroniki kontakcie głowa- ręka.

Kształtowanie poczucia estetyki, rozwijanie fantazji, odwoływanie się do intuicji, kontakt z własnymi emocjami to narzędzia, które przydają się i w dorosłym życiu.

Prowadziłam zabawy plastyczne z dziećmi w Polsce, we Włoszech, Niemczech i dalekich Chinach i wiem że dzieci pod każdą szerokością geograficzną są do siebie podobne, a jednocześnie - co wspaniałe, każde jest inne, wyjątkowe.

 

Mam nadzieję, że będę mogła przekonać się o prawdziwości tej teorii również w Ameryce. Bardzo się cieszę na to spotkanie!* 

 

Do zobaczenia zatem!

 

* w sierpniu, jeszcze przed wyjazdem do USA


z Elżbietą Wasiuczyńską rozmawiał


 

 
 
MAREK ŁĄTKOWSKI urodzony w 1965 roku, malarz i nauczyciel akademicki. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych mieszka i pracuje w Krakowie. Uczy przyszłych nauczycieli jak nie przeszkadzać dzieciom przedszkolnym i wczesnoszkolnym w malowaniu i rysowaniu. Sam maluje , czyta, pisze i nakłania niezdecydowanych do twórczego działania. Od 2014 prowadzi na Festiwalu Nauki warsztaty dla dzieci na Rynku Głównym w Krakowie.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Czasem książka zaczyna się wręcz od guzika

Nie ma to tamto- jeśli ktoś nie zdążył zobaczyć wystawy Wokół Kuleczki" która odbyła się w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu pod koniec 2016, ani nie widział mojej wystawy towarzyszącej marcowym Targom Książki w tym roku, los zastawia na niego nowe wnyki, od dziś w holu głównym poznańskiego Zamku do 17lipca można oglądać >>>wystawę złożoną kilkudziesięciu plansz











Wywiad dla >>>  kultura.poznan  Monika Nawrocka-Leśnik
fragmencik:
Tworzy pani ilustracje w różnych technikach. Czy bohaterowie o jakiś konkretnych cechach albo historie na dany temat lepiej się realizuje np. za pomocą gałganków, a inne farby?
Czasem książka zaczyna się wręcz od guzika. Patrzy taki na mnie, łypie lśniącym oczkiem, pręży się, prowokuje, wystarczy tylko ot - dodać mu polarowego ciała, zmierzwić czuprynę, uformować uśmiech... i już! Z rosnących wokół stert materiałów wychodzą kolejne indywidua. Z pudełka z mulinami wysnuwa się nić przewodnia i zanim się człowiek zorientuje, ocknie, opamięta - powstaje książka. Albo autorska, jak "Mój pierwszy alfabet", albo jak w przypadku "Kot ty jesteś" - do gotowych obrazków, autor Marcin Brykczyński dopisuje wiersze.

Dobrze więc Państwu radzę - uważajcie na guziki!


poniedziałek, 9 stycznia 2017

czwartek, 21 maja 2015

www czyli Wywiad z Wojciechem Widłakiem

Ciekawy wywiad z Wojciechem Widłakiem autorem "Sekretnego życia Krasnali w Wielkich Kapeluszach", "Wesołego Ryjka", "Opowieści do poduszki" i "Pana Kuleczki".

"To zagadkowa historia. Ela mieszka w Krakowie, a ja w Warszawie. Nie znaliśmy się osobiście, widzieliśmy się kiedyś raz przelotnie. Ja noszę muszki, a wtedy nosiłem też melonik. Kiedy zobaczyłem, że Pan Kuleczka jest w muszce i meloniku, wydało mi się to niesamowite.
Potem była druga ilustracja i trzecia... Pierwsze trzy opowiadania miały trochę inny charakter niż następne. To było trochę tak, jakby świat Pana Kuleczki i jego podopiecznych powoli mi się odsłaniał. Zaczynałem widzieć, kim oni są – w ogóle i dla siebie wzajemnie, jakie mają charaktery. Potem było mi coraz łatwiej o nich pisać."
.


Agnieszka Dobrowolska A więc to nie Pan ich wymyśla ?
Nie jestem ich stwórcą – raczej obserwatorem.
Kiedyś pisząc zimowe opowiadanie, miałem taki pomysł, że wyjdą sobie na dwór i tam się będzie coś działo. Pisałem, pisałem... a oni dochodzili do przedpokoju i po prostu nie mogli wyjść. Wreszcie zostali w domu. To było niezwykłe doświadczenie, bo wtedy poczułem, że oni się mnie nie słuchają. Dzięki temu, że nie narzucałem im tego, co mi się wydawało, że powinni robić, mogłem zobaczyć, co robią naprawdę."

Cały wywiad można przeczytać w >>>Małym Pokoju z Książkami

poniedziałek, 7 lipca 2014

Złap bakcyla!



Superowa akcja ZŁAP BAKCYLA wymyślona i zrealizowana przez Anię Łukasik.  Cykl wystaw ilustracji połączony był z warsztatami dla najmłodszych. Na ulicy Freta w Warszawie można było spotkać się z Agnieszką Żelewską, Ewą i Pawłem Pawlakami,  Krystyną Lipkę- Sztarbałło, Piotrem Fąfrowiczem, Dorotą Łoskot- Cichocką i Anną Ładecką.

A tu wywiadzisko ( długieeee) ze mną:




Czy wcześnie złapała Pani bakcyla sztuki?
O tak. Mogłam godzinami rysować, ciapać farbami, lepić do niczego niepodobne bulwy z plasteliny, wydzierać tajemnicze obiekty z kolorowego papieru i robić wiele innych uroczo niepraktycznych rzeczy. Więcej było w tym entuzjazmu niż talentu, ale rodzice, widząc mojego fisia, zapisali mnie -pięciolatkę do Ogniska Plastycznego w rodzinnym Radomiu. Uwielbiałam te popołudnia, kiedy z obijającą się o łydki reklamówką (plakatówki, pędzle i kapcie) wbiegałam po dudniących, drewnianych schodach na 3 piętro starej kamienicy , gdzie mieściło się "Ognisko". Właściwie to dudniłyśmy po tych schodach razem z moją starszą siostrą Beatą. Byłam tak zachwycona zajęciami, malującymi dziećmi, uroczymi paniami , które czytały nam bajki, albo opowiadały o swoich podróżach do Pompei i Herkulanum, że z wrażenia właściwie nic nie mogłam robić. I tak moja siostra Beata wygrywała międzynarodowe konkursy plastyczne, a ja siedziałam nad pustą kartką żując z przejęcia końcówkę pędzla. Obie byłyśmy przeszczęśliwe.

Miałam też fantastycznego nauczyciela w szkole podstawowej - Jerzego Jarzyńskiego, zwanego przez nas czule Jarzynką, entuzjastę tuż po studiach, który wymyślał nam bardzo inspirujące tematy zajęć- np. "najbrzydsza twarz świata" albo "moja droga do szkoły widziana z lotu ptaka". Tachał z domu albumy, żeby nam pokazać jakieś swoje ulubione obrazy, wyświetlał slajdy, organizował bale maskowe, puszczał muzykę, żeby się lepiej malowało, no i chyba do tego naprawdę lubił dzieci. Potem, w moich czasach licealnych prowadził zajęcia z Andrzejem Jasińskim w MDKu. Byli obaj znakomici- organizowali nam wycieczki, wakacyjne plenery, budowali jakieś nieprawdopodobne, skomplikowane zajmujące pół sali martwe natury ze złomu, w witrynach sklepu w centrum miasta wieszali nasze prace i o wszystko, dokładnie o wszystko się kłócili. A że byli to kulturalni i wściekle inteligentni panowie, bardzo to było dla nas młodzieży -stymulujące.
Pamięta Pani swoje ulubione książki z dzieciństwa?
Oczywiście. I zdecydowanie był to ten etap, kiedy książki mogłam tyko oglądać, nie umiejąc ich jeszcze czytać. Uwielbiałam ilustrowaną przez Janusza Grabiańskiego książkę "Idzie niebo ciemną nocą", mogłam wertować godzinami Baśnie Andersena opracowane przez Szancera, jego Kopciuszka, Pana Kleksa, Pinokia. Bardzo też lubiłam grubaśną "O krasnoludkach i sierotce Marysi", z ilustracjami Grabiańskiego .Byłam święcie przekonana ,że nadchodząca w wśród ptasząt i kwiecia zwiewna blond WIOSNA to ni mniej, ni więcej, a - Maryla Rodowicz.

W szkolnych, "czytatych" już czasach, kochałam Plastusia. Mogłam na okrągło wałkować wiersze Brzechwy i bajki Natalii Gałczyńskiej "O wróżkach i Czarodziejach". W tej ostatniej wielbiłam nawet kropki w tekście, które miały nietypowy romboidalny kształt.
Ulubiony ilustrator?
O. jeśli miałabym wymienić tylko jednego, to po dłuższej męce wybrałabym Janusza Grabiańskiego. Ujmowała mnie zawsze lekkość i finezyjna swoboda jego ilustracji. Jego prace są tak nasycone słońcem i zachwytem dla świata, że jest to zaraźliwe.

Takich ukochanych mistrzów mam wielu, wcześniej wspomniany Jan Marcin Szancer, Józef Wilkoń, Janusz Stanny. ,Bohdan Butenko, Zbigniew Rychlicki, Stasys. Lekutko skręca mnie z zawodowej zawiści, kiedy oglądam prace Marii Ekier, Pawła Pawlaka, Piotra Fąfrowicza i Agnieszki Żelewskiej. A lekutko dlatego, że ich bardzo lubię. 

Z ulubionych artystów zagranicznych na miejscu pierwszym stawiam fantastycznego Czecha Adolfa Borna. Ma mistrzowską technikę i zniewalające poczucie humoru.
Skąd bierze Pani pomysły ?
No, jeśli miałabym wybierać spośród części ciała- to zdecydowanie Z GŁOWY:)

Tak naprawdę to nie ma na to reguły, czasem czytając tekst, od razu widzę ilustracje. Cała trudność polega na tym, żeby jak najwierniej oddać te wyobrażenia na papierze. Czasem mozolę się i dopiero po zarysowaniu paru zeszytów szkicami wpadam na pomysł jak to zrobić. Niekiedy ni z tego ni z owego pojawia się w głowie jakaś scenka czy postać, wiec to notuję i wklejam do grubaśnego notesu. Jest to rodzaj spiżarni z której korzystam w chudszych w pomysły czasach. No i z dużą przyjemnością obserwuję świat i bliźnich- to jest niewyczerpane źródło inspiracji.
Gdyby nie była Pani ilustratorką, jaki wybrała by Pani zawód?
Razem z moją przyjaciółką Dorotą (tak gdzieś w 5-6 klasie podstawówki) brałam pod uwagę ciężki zawód gwiazdy rocka. Nie zniechęcał nas absolutny brak głosu i słuchu. Przeczuwałyśmy , że nie o to w tym biznesie chodzi, a o efektowne stroje i zachowania sceniczne. Pamiętam, że notowałyśmy w specjalnych kajetach pomysły typu :

łamanie gitary na udzie ,

płomienie w głębi sceny

i co dziś robi na mnie największe wrażenie POJAWIANIE SIĘ ZNIKĄD.

No ale jednak -zostałam ilustratorem, a Dorota sędzią. Niepowetowana zaiste strata dla polskiego rocka :o)
Jak zarazić dziecko bakcylem sztuki?
W dzieciach przeważnie siedzi taki zwierz, który sączy do ucha, "ciekawe co by było gdyby". Powszechnie zwie się to monstrum KREATYWNOŚCIĄ. Oczywiście nie namawiam nikogo do pozostawienia dziecięcia sam na sam z wiertarką Bosch, albo kompletem noży, ale warto pozwolić na bezpieczne eksperymenty. Nawet za cenę ubrudzonych farbami, ziemią czy plasteliną ciuchów. Warto kupić dziecku zestaw kredek, farb, różnokolorowych papierów, ale do radosnej twórczości można użyć też wakacyjnych skarbów (kamyków, liści, muszelek), albo starych gazet, nie potrzebnych guzików, skarpetek bez pary ,wacików do demakijażu, czy wstążek po prezentach . Warto bawić się razem z dzieckiem, a jeśli czuje się, że się za nim permanentnie nie nadąża, zapisać je do kółka zainteresowań. Bardzo dopingującą dla dziecka sprawą jest miejsce w domu, gdzie jego prace mogą być eksponowane.

Celem tych wszystkich działań, nie jest wyhodowanie artysty na własnym łonie, a zaproponowanie zabawy, która uwrażliwia na piękno, wyrabia smak i trenuje mięsień wyobraźni.
 Mojego narysowanego bakcyla ( hasło akcji  "złap bakcyla!" też mojusie)
 przełożyła na trójwymiar
Ania Żelazowska z >>> alelale
Tu widzimy młodego samca w siadzie.




poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Muzeum Narodowe w Poznaniu

Muzeum Narodowe w Poznaniu organizuje lekcje sztuki dla najmłodszych. Była też seria spotkań z ilustratorami i warsztaty plastyczne. Bardzo fajne, bo młodzież rozhulana malarsko aż miło!

Rysowaliśmy autoportrety - ale tak po całości- co kto lubi, o czym marzy, co składa się na to jaką jest osobą.









A tu witryna Muzeum zaanektowana przez dzieci.
Poznań samego siebie- ja przekonałam się, że nie limitów absurdu jakich nie pokonało by moje roztargnienie. W czasie tej wyprawy do Poznania udało mi się zgubić zegar ścienny.
Podróże kształcą!


Rozmawiają Barbara Bogucka i Sabina Kiełczewska


1*Jak rozpoczęła się Pani przygoda z ilustracją dla dzieci?

     Redaktor Wydawnictwa Muzycznego przyznał się po latach współpracy, że zlecił mi pierwszą książkę , bo BAŁ SIĘ odmówić. Rzeczywiście buchałam determinacją , było nie było, na debiut czekałam długie 20lat. Już jako pięciolatka podjęłam bowiem decyzję, że będę ilustrować książki.

2*Kto jest Pani Mistrzem ilustracji dziecięcej? Kto (lub co) jest dla Pani największą inspiracją?

      Trudno było by mi wybrać jednego tylko mistrza. Kochałam żarliwie, nie bez nutki zawodowej zawiści ilustracje Jana Marcina Szancera i Janusza Grabiańskiego. Rozśmieszał mnie Bogdan Butenko. Rozczulał Mieczysław Piotrowski. Fascynowała Olga Siemaszko. Lubiłam bardzo książki ilustrowane przez Zbigniewa Rychlickiego, Marię Uszacką i Zdzisława Witwickiego. Na niektórych arcymistrzów trafiłam dopiero jako osoba dorosła. Uwielbiam prace Janusza Stannego i Józefa Wilkonia.
C   Co mnie inspiruje? Przeważnie tekst, choć kreatywności przydają też rachunki przesłane przez gazownię i elektrownię...

3.*Ukochana książka z dzieciństwa? Nie kusi Pani, by zilustrować ją na nowo?

    W ukochanych książkach z dzieciństwa , nie chciałabym zmienić ani kropeczki. Poza tym, trudno jest się wyzwolić spod czaru dobrego ilustratora , zobaczyć tekst po swojemu , i co ważniejsze przekonać do tego innych. Dla wielu moich równolatków, po Szancerze, to już tylko panie dziejku POTOP.


4 *Inna wymarzona książka do zilustrowania?

     Od zawsze marzę o zilustrowaniu Brzechwy, nęcą mnie też bardzo książki autorskie, ale w szponach bieżączki trudno to zrealizować.

5  * Jak dzieci – odbiorcy reagują na Pani ilustracje? Czy coś w ich reakcji zaskoczyło albo zainspirowało? 
      Dzieci przeważnie wierzą, że autor / ilustrator wie o postaciach wszystko. Dąsają się, że nie chcę im podać adresu Pana Kuleczki, dopytują ze zmarszczoną brwią dlaczego nie ma żony, pytają -co będzie dalej.
      A co do inspiracji- jestem zagorzałą fanką dziecięcych prac plastycznych - zachwyca mnie ich swoboda, śmiałość, swoista logika no i niezamierzony humor.

6   *Nasze spotkania odbywają się w muzeum. Z czym kojarzy się Pani ta instytucja

     Muzeum Poznańskie kojarzy mi się z potężną dawką malarskich smakołyków. Pielgrzymuję tu co parę lat. Uwielbiam te sale ze współczesnym polskim malarstwem - obrazami Jerzego Nowosielskiego, Piotra Potworowskiego, Stanisława Fijałkowskiego. To moje ulubione muzeum w Polsce.


Tu znajdziecie wywiady  m.innymi z Ewą i Pawłem Pawlakami, Piotrem Fąfrowiczem, Małgorzatą Strzałkowską. Olą Kucharska Cybuch
http://www.edukacjamuzealna.pl/rozmowy.aspx?o=23