Byłam w Bonn na festiwalu książkowym Kaeptn Book.
Okazało się, że mimo bariery językowej, świetnie się z Państwem Przedszklactwem rozumieliśmy. Choć wiadomo- nie zawsze i nie do końca. Na życzenie publiczności powołałam do istnienia nosorożca, który tak naprawdę miał być jednorożcem.
Jak widzicie, w ramach krzewienia polskiego folkloru tańczyłam (bezwiednie) kujawiaczka. . Na zdjęciu przesympatyczna tłumaczka- Beata Wodara
Fotek mam mało, bo w ferworze zabawy trudno strzelać zdjęcia z biodra. Temat był smoczy- lokalna legenda opowiada o Bestyi która miała brzydki zwyczaj palenia oddechem statków na Renie. No ale i nasz Wawelski nie od macochy! Po wysłuchaniu >niemieckiej wersji książki , obejrzeniu wizerunków rozmaitych smoków, również ciap, gap, fujar, filutów i istnych przytulanek do zobaczenia >>>TUTAJ
dzieci rysowały gadzinę jaką same chciały by mieć w roli zwierzątka domowego...
Wizerunki -mieściły się w kolorowych kopertach
choć niektórzy hodowcy smoków woleli solidniejszy format A3
To dzieło Sylwii, dziewczynki z zespołem Downa, która machnęła 3 duże ekspresyjne rysunki.

Na kopercie cheruby wypisywały swoje imię (czasem pierwszy raz w życiu- kopiując literka po literce ze wzoru) a na pustym znaczku pocztowym rysowały swój autoportret.
Kulminacją było przybicie takiej oto niepozornej pieczątki
W czasie tej doniosłej chwili miałam czterech małych Germanów na plecach, a spod każdej pachy wysuwała się mała łapką z kopertą do podbicia.
*
Były też zabawy Kuleczkowe
Można było pogłaskać Pypcia, i ścisnąć za dziób Katastrofę. Ściśnięta barrrrdzo mocno kichała. Myślałam że nam z lubą Katastrofcią odpadną dzioby przy tej operacji.
Ale jak widać nie odpadły.
Słuchaliśmy opowiadania "Wszystko" z tomu "Pan Kuleczka. Radość" Wojciecha Widłaka, dywagowaliśmy do czego może posłużyć zwykła, najzwyklejsza kartka papieru, na wyświetlanych slajdach szukaliśmy małej muszki Summ Summ, zastanawialiśmy się dlaczego Pan Kuleczka nie przyjechał osobiście
a potem...
... powstały kuliste dzieła o wysoce optymistycznym wydźwięku.
Tak więc opinia o wysłaniu mnie do Niemiec w ramach słusznej pomsty za II Wojnę Światową jest nieco przesadzona!
Elu, jakie miałaś piękne serce na wierzchu!
OdpowiedzUsuńTo nie tyle serce na wierzchu co zapadłe w głąb dekoltu korale:o)
OdpowiedzUsuńPierwsze z góry KLIK!
Ale będę obstawać przy maksymIe mojego Męża, który twierdzi, ze "każdy ma taki przypadek na jaki zasłużył.!".
... dodajmy, ze jakby tego bylo malo, w czasie tej donioslej chwili Dynka koniecznie musiala ci sie zwierzyc z sekretow.
OdpowiedzUsuńCiezkie jest zycie Artysty!
A! Dynie mialam zmierzyc! Plask w czolo!
Czyli nie było tak źle :) Znaczy, że teraz można jeździć częściej i coraz dalej :)
OdpowiedzUsuńTak sobie myślę, że Pan Bóg stworzył mnie po to, żebym siedziała w pracowni i dziubała z pieśnią na ustach nowe obrazki. Zwykle utwierdzam się w tym przekonaniu po powrocie z męczącej podróży, a potem- z czasem mi mija...
OdpowiedzUsuńTo może ewentualnie nazywać się introwertyzm - u innych nie jestem pewna, u siebie tak. Mam i lubię :) Bez względu na nazwę, miło później podziwiać te wydłubane obrazki.
UsuńZobaczyć i ścisnąć Pypcia i Katastrofę - moje dzieci dałyby się za to pokroić :). Pozdrawiam ciepło (i zapraszam "do siebie")
OdpowiedzUsuń