niedziela, 25 listopada 2018

Bruksela ( z dokładką)


Było słonecznie i jesiennie


 Widok z okna hotelu  na uliczkę Serpentin o  jakże zasłużonej nazwie.


 Kwitły sobie jeszcze w najlepsze róże, 

choć czuć było, że tuż za rogiem, idzie następna, bardziej zasmarkana pora roku.

aaa zima zła:


a póki co, z przyjemnością pasałam się na uliczkach, gapiłam na miejscowe atrakcje

słuchałam dzwonów, kurantów, carillionów 



 snułam ulicami, gapiłam na witryny ( sklepu z dywanami na przykład)


dziwiłam się że tyle Policji , a to akurat jednego dnia zbiegł się atak nożownika, wizyta Prezydenta Francji z dorocznymi igrcami świeżo upieczonych studentów. Wiecie- tabuny pierwszaków w brudnych chałatach z orderami ( jak jeden mąż, obie płcie) którzy ze wszystkich sił  starają się pokazać jak maksymalnie mają na to wszystko wyyylaaaane.

No i tak- podziwiałam architekturę,



oglądałam detale:




 Snułam się z tabunami po Grande Place,

 jadłam gofry z płynnym karmelem 
ostatnie dwie foty zajumałam z netu, przyznaję się bez bicia, bo sama jakoś nigdy nie wpadam na pomysł żeby fotografować jedzenie. Zwłaszcza jak jestem bardzo głodna i miota mną wiatr.

Niderlandzcy mistrzowie sugerowali co prawda kontakt z  "waffelsami" taki bardziej zewnętrzny
ale nie, jednak nie...

tradycyjnie- gofry wchłaniałam paszczą, a obrazy w Królewskim Muzeum Sztuk Pięknych pożerałam oczyma. Na przykład "Walkę karnawału z postem " imć Breugla. 
Gofry w lewym dolnym rogu, jakby kto szukał.

Zobaczcie, tutaj dzięki Wujowi Guglowi  można przybliżyć dowolny fragment dzieła.
A pod tym linkiem można sobie pooglądać  obraz Boscha "Kuszenie świętego Antoniego" 




np. zobaczyć dokładnie górny fragmencik prawego skrzydła:

albo dół lewego 


Można zobaczyć w brukselskiej kolekcji obraz nieznanego mistrza. 

a na ścianie, jak się tak dobrze przyjrzeć 


namalowana jest rycina ze Świętym Krzysztofem, niosącym malutkiego Jezusa. Tego, którego narodziny zapowiada właśnie Maryi Anioł Gabriel.


Poszłam też do Muzeum Magritta- sądziłam że przypomnę sobie obrazy z kolekcji.

 A tu -niespodzianka. Na czterech piętrach (sic)! Muzeum zupełnie inna ekspozycja. Obrazy Maestro Rene, ale takie mało znane , których nie widziałam nawet na reprodukcji. Albo inne wersje, szkice do sztandarowych dzieł. Bardzo to było ciekawe. Lubię to Muzeum, jest świetnie zaaranżowane, na piętra wjeżdża się windą, która ma szklaną ściankę, za którą widać gigantyczne powiększenie obrazu z golaską, można wysiąść  na poziomie kolan,  łona, biustu, głowy...

A klatka  , którą się schodzi wygląda tak:

 sztandarowe dzieło natomiast tak:





A tu powód, dla którego do Brukseli pojechałam:

zabawy plastyczne z dziećmi.

Z jedną klasą robiliśmy bajkowe postacie
 Nie wiem czy wiecie, ale tęczowe rybki maja większą moc niż złote!


 Dżentelmeni przeważnie robili Bardzo ,ale to Bardzo Groźne Smoki




 powstały  bestyje o nietoperzych skrzydłach i z nadprogramowym kompletem zębów.



 foty jak widać strzelałam w amoku, z biodra

 Na pomoc apetycznym  królewnom ruszał Superman





Może uda się Wam wypatrzeć na zbiorowej fotce dwóch Yetich.

Już po moim wyjeździe, to arcysympatyczne towarzystwo robiło sobie w klasie ze swoją panią Ewą Pogłodzińską-Tamsaout teatrzyk :



A z tymi dziarskimi obywatelami przez półtorej godziny robiliśmy  ZAMEK. Mam tylko tę jedną jedyną fotę:
Bardzo dziękuję Instytutowi Polskiemu za zaproszenie,  a dzieciom za potężną dawkę energii którą skrzesały . 

6 komentarzy:

  1. To może relacja w odcinkach? Trochę teraz i trochę potem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka smakowita ta BruksElka! ))

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do kulinariów, to sądziłam że to jedynie miejska legenda jaką raczyła mnie bywająca w Brukseli koleżanka. Sztandarowe narodowe danie to fryty z majonezem. Ale wśród klasyków jest też FISH&CHIPS. Podawane jest (nawet w tak zacnej instytucji jak Muzeum) na kawałku papieru zadrukowanym na wzór starej gazety. I położonej na regularnej porcelanie.

    OdpowiedzUsuń