poniedziałek, 22 lipca 2024

Nie ma to tamto Proszę Państwa- "życie i twórczość"!

Wkładam tu, między piksele i bajty, na wieczną rzeczy pamiątkę 
artykuł Piotra Polichta z CULTURE
klik



Ilustratorka, malarka, projektantka. Urodziła się w 1966 roku w Radomiu, studiowała malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w pracowni malarskiej Juliusza Joniaka oraz pracowni książki i typografii Romana Banaszewskiego. Mieszka i pracuje w podkrakowskich Węgrzcach. 

Jest autorką ilustracji do kilkudziesięciu książek dla dzieci, ma na koncie również w pełni autorskie publikacje. Jedna z nich, „Mój pierwszy alfabet” odznaczona została nagrodą Książka Roku 2009 przez Polską Sekcję IBBY. Współpracuje z czasopismami dla dzieci, m.in. „Świerszczykiem”, a także magazynami „Dziecko”, „Bęc” i „Pentliczek”. Poza książkami i czasopismami ilustrowała także kampanie społeczne. Prace Wasiuczyńskiej znalazły się m.in. w broszurach towarzyszących skierowanej do dzieci małopolskiej kampanii na temat oszczędzania energii elektrycznej, zaprojektowała również plakat dotyczący praw dziecka dla polskiego Komitetu UNICEF. Ma na koncie także projekty użytkowe, od ubranek Endo, po pościel i akcesoria dziecięce marki Lela Blanc.

Jako swoich mistrzów w zakresie ilustracji artystka wskazuje klasyków polskiej szkoły ilustracji, przede wszystkim Janusza Grabiańskiego, a także Jana Marcina Szancera, Józefa Wilkonia czy Bohdana Butenkę. Podobnie jak oni, Wasiuczyńska posługuje się przede wszystkim tradycyjnymi, analogowymi technikami, nie stroniąc przy tym od eksperymentów, zwłaszcza w zakresie wykorzystywanych materiałów. Choć jej ilustracje wyróżniają się przede wszystkim niezwykłą wrażliwością malarską, równie chętnie, co po farby i pędzel, artystka sięga po igły, szydełka, skrawki tkanin i nożyczki. W kolejnych latach coraz większą rolę zaczęły odgrywać w jej dorobku ilustracje nie malarskie, a przedmiotowe — wyszywane, wycinane i wylepiane, powstające z użyciem papieru, tkanin, modeliny, cekinów czy guzików. W każdej z technik kluczową rolę odgrywa kolorystyka. Jak mówiła artystka w rozmowie z Martą Kotkowską: „bez względu na to, czy używam papieru i nożyczek, koralików, farb, czy innej plasteliny, budulcem jest kolor. On służy mi do stworzenia nastroju książki i co arcyważne, pokazania emocji bohaterów”.    Tkaniny artystka wykorzystuje na szereg różnych sposobów. Wykonuje m.in. ilustracje nanoszone techniką sitodruku na tkaninę i dla nadania przestrzenności przepikowane na konturach. Innym razem tekstylne projekty ilustratorki przyjmują prawdziwie przestrzenną postać, gdy na haftowanych kompozycjach piętrzą się wzorzyste aplikacje lub gdy przyjmują one postać w pełni trójwymiarową, jak ilustrujące jeden z kalendarzy dla dziecięcych klubów Toyoty psy uszyte z fragmentów starych tkanin i futer, z koralami czy modeliną służącymi za oczy lub zęby — inspirowane PRL-owskimi ozdobami na butelki, niekiedy fantazyjne jak różowy chart obszyty koronką, innym razem proste, składające się ze skrawka starej tkaniny i koralików. Odznaczony przez Polską Sekcję IBBY „Mój pierwszy alfabet” czy też „Moja pierwsza księga pojazdów” zawierają z kolei ilustracje szyte z kawałków polaru i filcu, łączące prostotę motywów z przykuwającą uwagę fakturą i subtelnością zestawień kolorystycznych.

Tkaniny w pracach Wasiuczyńskiej łączą się też w kolażowych, przestrzennych kompozycjach z elementami wycinanymi i składanymi z papieru, jak w ilustracjach do „Chichotnika, czyli księgi śmiechu i uśmiechu”, czyli zbioru klasycznych i współczesnych polskich wierszy dla dzieci zebranych przez Barbarę Gawryluk. Na elementach wycinanych z papieru bazują ilustracje do „Kolorowych serc” Beaty Ostrowickiej.

Malarskie ilustracje Wasiuczyńskiej odznaczają się z kolei przede wszystkim nasyconą, żywą, świetlistą paletą barwną i połączeniem ilustracyjnej prostoty z umiejętnością impresyjnego uchwycenia detali. Synteza i stylizacja rodem z twórczości klasyczek polskiej szkoły ilustracji, jak Danuta Konwicka czy Olga Siemaszko, spotyka się w nich z realizmem efektów świetlnych i atmosferycznych — od odbić w tafli jeziora, przez grę świateł i cieni w leśnym poszyciu, po krople deszczu osiadające na szybie.

Wyobraźnia artystki uzupełniona zostaje zmysłem obserwacyjnym, a do świata jej ilustracji nierzadko przenikają elementy zaczerpnięte z codziennego otoczenia, jak w przypadku scen z życia Pana Kuleczki. Jak mówiła artystka w rozmowie z Moniką Nawrocką-Leśnik: „ów świat Kuleczkowy i mój własny […] się przenikają. Przemycam do książek rozmaite miejskie scenki i wspomnienia z wakacji. Czasem ja zgapię błękitny kolor ścian od bohaterów, czasem oni używają mojej deski do prasowania i cukierniczki, czytają […] książki z mojej biblioteczki. Pełna symbioza”.

Pan Kuleczka to postać bodaj najbardziej znana w ilustratorskim dorobku Wasiuczyńskiej, powstała już ponad dwie dekady temu i wciąż powracająca w nowych wydaniach. To właśnie ilustracje do przygód postaci wykreowanej przez Wojciecha Widłaka przyniosły Wasiuczyńskiej rozpoznawalność w początkach ilustratorskiej kariery, krótko po studiach na krakowskiej ASP. Pan Kuleczka oraz jego nieodłączni towarzysze, Kaczka Katastrofa i Pies Pypeć, pojawiają się w ilustracjach Wasiuczyńskiej nie tylko w książkach Wojciecha Widłaka o ich przygodach, lecz także na kartach wydawanych przez oficynę Media Rodzina corocznych kalendarzy.

Niekiedy Wasiuczyńska buduje wręcz makiety, na których bazują finalne malarskie ilustracje, jak w przypadku „Dzikoludka” Beaty Ostrowickiej. Przenoszone następnie farbami na papier motywy w rodzaju mini planety, na której mieści się cały świat tytułowego bohatera, powstały niczym prowizoryczne dekoracje w teatrze lalkowym, gdzie domy to pomalowane papierowe formy, a rolę ośnieżonego globu pełni szklana misa. Nawet proste zdawałoby się motywy z ilustracji Wasiuczyńskiej poprzedzają więc niekiedy długie przygotowania, a fantastyczne światy najpierw materializują się w miniaturowej postaci, by następnie zostać przeniesione na ilustracje przy pewnym wygładzeniu form, ale i zachowaniu dozy realizmu w kwestii światłocienia czy perspektywy, gdy te same scenerie powracają w odmiennych porach i ujęciach. Kulisami powstawania kolejnych ilustracji sama artystka chętnie dzieli się przy tym na prowadzonym przez siebie blogu.

W zależności od charakteru ilustrowanego tekstu, poszczególne prace Wasiuczyńskiej bliższe są niekiedy jednemu z dwóch biegunów — syntezy bądź realizmu. W książce „Baśnie polskie. Cudowna studzienka” w opracowaniu Joanny Papuzińskiej scenerie stają się niekiedy niemal abstrakcyjne, poddane folklorystycznej stylizacji. Podobnie, jak klasycy pokroju Zbigniewa Rychlickiego, w opracowywaniu ilustracji do rodzimych baśni artystka sięga po inspiracje ludowe, choć mocno przefiltrowane, sprowadzające się nie do wykorzystania lub naśladowania form tradycyjnych technik, jak łowickie wycinanki czy podhalańskie malarstwo na szkle, ale czerpiące z kwiatowej ornamentyki czy kolorystyki, inkorporując detale rodem z tkanin czy ceramiki do języka malarskiej ilustracji. Z kolei do prac, w których najpełniej ujawnia się zmysł obserwacyjny Wasiuczyńskiej i zdolność wiernego oddawania detali przyrody, należą ilustracje do książki „Ambaras” Tomasza Samojlika. Skierowanej do dzieci opowieści o wilczym szczenięciu, łączącej baśniową opowieść o przyjaźni i bohaterstwie z elementem edukacji na temat dzikiej przyrody i uwrażliwienia na nią, towarzyszą oddające charakter historii ilustracje, łączące język malarski z kadrami rodem z przyrodniczego dokumentu. W podobnym duchu namalowała artystka ilustracje do kolejnej książki Samojlika, „Bercia i Orson”, której bohaterami są tym razem dwa młode niedźwiedzie. Rodzimą florę i faunę leśną w całym wachlarzu jej różnorodności Wasiuczyńska sportretowała także w ilustracjach do „Leśnych wędrówek” Marii Dunin-Wąsowicz. >>>klik obrazki

Elżbieta Wasiuczyńska nie tylko przywiązuje wagę do detali w efekcie końcowym, ale i niekiedy od nich zaczyna całą pracę — jak twierdzi, „czasem książka zaczyna się wręcz od guzika” i wywoływanych przez tego rodzaju drobne przedmioty czy skrawki materiałów skojarzeń.​

-----------------------------------------------------------------------------



Wydrukuję i dam Pani Matce- może nawet schowa do bieliźniarki.


Ilustracje dla dzieci do lat 100

Relacje z wystawy w Instytucie Sztuk Pięknych w Rzeszowie 

znajdziecie  >>>TU  i >>>TU





autorem zdjęć jest Łukasz Kuśnierz






Sądząc z wpisów w księdze pamiątkowej (takiej na moją miarę w postaci 32 stronicowego zeszytu) powodzeniem u szanownej Publiczności cieszyły się zwłaszcza  klik klik >>>PSY   >>>PSIURY
choć oczywiście była też frakcja kocia.

piątek, 3 listopada 2023

Spotkania

 Wiem, wiem człowieku czego Ci właśnie trzeba. 
Dwóch żubrów, które patrzą na zachód słońca:




 albo salamandry, na wielkim kamieniu:




O! Albo dwóch bardzo groźnych niedźwiedzi. 


"Leśne" zajęcia z uczniami 1 i 3 klas Szkoły w Czernichowie, przeprowadziłam na podstawie książek Tomka Samojlika "Ambaras" i "Bercia i Orson".

Zobaczcie, jak sprytnie można narysować długą, krętą ścieżkę. Praktycznie nieskończenie długą.


albo jak uzyskać srebrne futro wilka, 
kiedy akurat w zestawie nie ma szarego pisaka:




Dzieci w ogóle wiedzą lepiej. 
Jak powinna wyglądać fasada domu, w której jest sklep z farbami: 





No, albo czy tak nie mogły by wyglądać sklepy komputerowe?



...albo szkoły językowe?


Zbudowaliśmy całe wymarzone miasteczko ze sklepem z zabawkami, przedszkolem i sklepem owocowo-warzywnym:


Miasteczko zbudowaliśmy w arcyfajnej Bibliotece w Kamieniu, z  kreatywną i zaangażowaną Panią Bibliotekarką.

O! i jeszcze pierogarnia, w której nie działa grawitacja (jakże szczęśliwie dla klientów, którzy mają stoliki na ścianie budynku), ale za to działa promocja na żółte pierogi:


I niewidzialne pierogi ze zniżką. Rośnie, rośnie nam kadra marketingu...

W ramach zajęć Dyskusyjnych Klubów Książki, na zaproszenie Biblioteki w Czernichowie mieliśmy razem z Panem Sierotką zajęcia w Przedszkolu w Wołowcu


...gdzie świeżo pasowana na przedszkolaki grupa Motylków sprawdzała, czy   oryginalne ilustracje do "Kot ty jesteś? "  Marcina Brykczyńskiego, aby na pewno są mięciutkie i puchate:




Na zajęciach powstały kocie balonowe portrety:




a Pan Marek Łątkowski czczony również pod imieniem Pana Sierotki 
na różne sposoby porywał tłumy:





Ze starszakami z Sówek robiliśmy kocie kukiełki






Towarzystwo z przedszkola w Wołowcu przesłodkie- do zaciumania!


Miałam też zajęcia z nieco starszymi dziećmi po dwudziestce, studentami Sztuki Mediów z warszawskiej ASP,  na pięknej wystawie ilustracji w BWA w Zamościu, o której możecie więcej dowiedzieć się >>>TU


wtorek, 18 kwietnia 2023

Żółta kredka i inni

 W Galerii Satyrykon  trwa wystawa "Żółta kredka i inni". 




Można ją oglądać na legnickim Rynku pod numerem 36 do 29 kwietnia.




Tu kilka fotek z wernisażu:


Wspaniała kuratorka wystawy Janina Szlempo, 

a w torbie pod ścianą już czekają prezenty-niespodzianki

m.innymi satyrykonowa czapka.


Kilka fot z wystawy, na której można zobaczyć:


rozkładówki z książki Małgorzaty Strzałkowskiej "Spacerkiem przez rok" 
wyd. Media Rodzina















z "Chichotnika" -zbioru wierszy wydanych przez Wydawnictwo Literackie








z tomu Naszej Księgarni "Osiecka dzieciom"


W gablotach czekają ufnie na widzów oryginały szytych smoków



Zwierzyna trafiła również na plakaty




Galeria zaprosiła na spotkanie klasę o profilu plastycznym


oglądaliśmy fotki z procesu malowania, budowy obrazu

Powstał mały katalog z tekstem Anity Wincencjusz Patyny:






ostatnie dni wystawy- wpadajcie!










czwartek, 15 grudnia 2022

O książkach ucieczkach i książkach plasterkach.

 Wywiad przeprowadzony przez Dorotę  Pietrzyk dla magazynu PRESTO, w którym snuję opowieści o czasach w których byłam roześmianą blondynką*, ponurą nastolatką i pilną studentką. >>>Klik

a jakże- ta z lewej!

czwartek, 3 listopada 2022

Wystawa polskiej ilustracji w Korei



Auuu... jak  bym chciała, żeby ta wystawa trafiła też do Polski! 

klik, można powiększyć


Pomyślcie tylko- móc zobaczyć ilustracje nie zniekształcone przez kulawą i półślepą PRLowską poligrafię. O-ry-gi-nal-ny Grabiański, Siemaszko, Rychlicki, Boratyński, Majchrzak i Truchanowska,  drzeworyty Kiliana, butenkowskie fikołki, klasyki Szancera, i jego projekty teatralnych kostiumów.  Ręczne ilustracje Stannego, Wilkonia- no, wszystko co najlepsze powyciągane ze zbiorów prywatnych, i tych które na co dzień drzemią gdzieś w archiwach- teczkach, skrzyniach i szufladach. 
Założę się, że na taką ekspozycję w Warszawie czy Krakowie walił by rozochocony tłum starszaków, który chce zobaczyć swój kawałek dzieciństwa.

Tu wgląd w elektroniczny katalog wystawy

Razem ze znakomitymi kolegami- Iwoną Chmielewską, Marianną Oklejak, Emilią Dziubak, Krysią Lipką Sztarbałło, Joanną Concejo, Piotrem Sochą pokazujemy ilustracje i my- współcześnie pracujący ilustratorzy.
Wyboru dokonała znawczyni propagatorka polskiej ilustracji Jiwone Lee.

Dzięki Mariannie Oklejak, która właśnie wycina hołubce z koreańskimi dziećmi, mam fotki swoich prac:


Jest i kilka słów bio:)







Poszlibyście na taką wystawę w Polsce?- grzecznie pytam.